Scena w tatrze

Nie rezygnuje z niczego!

Aktor, wokalista czy zwykły chłopak z Bystrzycy Kłodzkiej? Przeczytaj, co Artut Chamski mówi o występach na scenie, pracy nad płytą i udziale w programie „Jak oni śpiewają”!

Arturze, czujesz się bardziej wokalistą czy bardziej aktorem?
Z zawodu jestem aktorem i kocham tę pracę. Kocham też śpiew i zajmuje się tym zawodowo. Nie potrafiłbym zrezygnować z żadnej z tych rzeczy.

Jak chłopak z Bystrzycy Kłodzkiej trafił w samo centrum wydarzeń,do Warszawy?
Tak naprawdę do piątego roku życia mieszkałem w Długopolu Górnym, w pobliskiej malowniczej wiosce. Dopiero potem przeprowadziliśmy się do Bystrzycy i tam wychowywałem się do matury. Następnie przeprowadziłem się na studia do Wrocławia, a kończąc studia już mieszkałem w Warszawie. Nie czuję, żeby to była jakaś ogromna ciężka droga. To była naturalna kolej rzeczy, kolejne etapy, które stopniowo pokonywałem. Czy Warszawa jest centrum wydarzeń? Dla mnie na chwilę obecną pewno, bo tutaj jestem zameldowany, żyję i pracuję. Zobaczymy jak będzie w przyszłości. Ale tak naprawdę wciąż sercem jestem z Bystrzycą!

Zdaje się, że jeszcze jako dziecko zapragnąłeś śpiewać. To był Twój pomysł, czy wpływ osób trzecich?
Rodzice zawsze wspominają, że śpiewam od małego. Czasem żartują, że wcześniej zacząłem nucić melodie niż mówić;) Kiedy miałem 7 lat, zapisali mnie do szkoły muzycznej. Skończyłem sześcioletnią Szkołę Muzyczną I stopnia na skrzypcach. Jednak lekcje chóru były zdecydowanie ciekawsze. Śpiew był na pierwszym miejscu.

Czy w spełnianiu swoich marzeń napotykały Cię jakieś szczególne przeszkody? Sytuacje lub ludzie? Jak sobie z nimi radziłeś?
Pracowanie w zawodzie, który jest drogą do spełniania marzeń, jest trudne. Trzeba bezustannie uczyć się dystansu do wielu rzeczy, a przede wszystkim do siebie. Jak zawsze i chyba w każdej dziedzinie życia, spotykają nas różne sytuacje i różni ludzie. Staram się nie rozpamiętywać porażek i zbytnio nie rozkoszować sukcesem. To blokuje rozwój – trzeba myśleć o jutrze. Staram się też nie popełniać dwa razy tych samych błędów. To samo dotyczy relacji z ludźmi.

Pracujesz nad swoją debiutancką płytą. Wspomniałeś kiedyś, że chcesz, aby była ona odzwierciedleniem Twoich muzycznych inspiracji. Jakich artystów miałeś na myśli?
Jest wielu artystów, których cenię. Pracując nad płytą, dobierając kompozycje i teksty, staram się zawrzeć tematy i emocje, które we mnie tkwią. Wszystko oczywiście w stylistyce, która jest mi bliska. Lubię gitarowe granie, melodyjny rock, pop. Michael Bolton, Hurts, Lara Fabian, Laura Pausini, Edyta Bartosiewicz…

Jak przebiega owa praca nad płytą? Będziesz jedynym autorem czy współpracujesz z innymi?
Kluczem do wszystkiego są piosenki. Sam nie komponuję i nie piszę tekstów, ale staram się brać czynny udział przy ich tworzeniu. Podsyłam tematy, opisuję wszystko to, o czym chciałbym śpiewać. Często też współtworzę melodię piosenki. Przez ostatni rok zbierałem materiał. Poznałem naprawdę sporo muzyków, producentów i managerów. Po kilku nieudanych próbach, w końcu napotkałem na swojej drodze współpracowników, którzy mnie inspirują, rozumieją i przede wszystkim – są to ludzie, którym ufam.

Jak trafiłeś do teatru muzycznego?
Na drugim roku studiów po występie na studenckim festiwalu Fama, dostałem się do obsady musicalu „Metro”. Nieoczekiwana przygoda z teatrem muzycznym trwa już 10 lat. To uczy warsztatu. Jednak nic nie zastąpi kontaktu z publicznością podczas koncertów z autorskim materiałem.

Najbardziej zapamiętana chwila na scenie?
Pierwszy spektakl w teatrze w „Metrze”. Koncert finałowy festiwalu Fama, kiedy wystąpiłem z zespołem „Flame”. To były chwile, kiedy czułem, że są to dla mnie przełomowe momenty. Tak też było po wygranej w programie „Jak oni śpiewają”.

Co jest Ci bliższe – teatr czy telewizja?
W teatrze kocham bezpośredni kontakt z widzem. Lubię atmosferę koncertów, spektakli, kiedy czuje adrenalinę i kiedy tak naprawdę wszystko dzieję się „tu i teraz”. W telewizji jest dokładnie odwrotnie. Grając np. w serialu, lubię pracować na planie zdjęciowym. Trzeba wiedzieć dokładnie, co się chce przekazać. Kamera jest bezlitosna i obnaża wszystko. Do tego efekt końcowy zależy od mnóstwa osób. Taka praca to wyzwanie. A już totalnym wyzwaniem są programy na żywo. Największym wyzwaniem tego typu był program „Jak oni śpiewają”. Świadomość, że „tu i teraz” ogląda ciebie 4 miliony ludzi może być paraliżująca. Ale po czymś takim wszystko jest już łatwiejsze!

Jak wspominasz swój udział w programie „Jak oni śpiewają”? Jest to temat zamknięty czy nadal jednak płyną z niego jakieś wnioski?
To był bardzo intensywny okres. Próby, sobotnie wieczorne występy na żywo w TV były ogromnym zawodowym wyzwaniem i cudowną okazją do realizowania marzeń. Program „Jak oni śpiewają” bardzo ugruntował moja popularność i pokazałem ludziom, jak bardzo kocham śpiewać. Wygrana sprawiła, że zacząłem bardziej w siebie wierzyć.

Plany na najbliższy rok?
Zawodowo przede wszystkim praca nad płytą i koncerty. Szykuje się też premiera w teatrze Studio Buffo. Prywatnie marzę o wakacjach. Chciałbym znów wybrać się do Indii. Nic tak nie dystansuje i poszerza horyzonty, jak zmiana klimatu i kultury.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *